Serge Blaise Fabron

Imię i nazwisko: Serge Blaise Fabron
Pseudonim: Dla najbliższych może być to Sergie, za co i tak najczęściej dźga, jednak nikt poza nimi takiego przywileju nie posiada
Wiek: 18
Klasa: III klasa
Data urodzenia: 9 listopada
Talent: Projektowanie ubrań
Orientacja seksualna: W pełni biseksualny
Status związku: Czy można już zaliczyć do związku jego relacje z własnym szkicownikiem? Nie? No to wolny

Charakter: 
Mottem życiowym Serge'a to zwykłe - ,,Jeżeli masz być dziwakiem byle by być sobą...bądź nim" - co idealnie okazuje jego pierwszą, chyba najłatwiejszą do zauważenia cechę. A dokładniej duży dystans do siebie, szanowanie własnego zdania oraz pewność. Nie raz przerażająca wręcz, zwłaszcza gdy chodzi o to, do czego dąży, dokładniej spełnienia marzeń. Wie, czego naprawdę chce, nigdy nie rezygnując z tego, pomimo różnych komentarzy ze strony innych. Nie czuje zawstydzenia własnym talentem, choć kiedyś był zwyczajnie niepewnym, zagubionym chłopakiem. Ale zmienił się z czasem w lwa, pełnego poglądów, własnych priorytetów. Talent talentem, ma to robić dla siebie, nie innych. Gdy przejechał się na paru ludziach, zrozumiał wreszcie, że musi mieć ich gdzieś, inaczej dalej nie przejdzie. Zniknie wśród wielu, wielu gwiazd na tym świecie. Będzie nikim, a Serge to człowiek, który chce być kimś. I to nie byle kimś. Prócz dość oczywistej ambicji, czymś co również się go tyczy to upartość. Uprze się, że coś zrobi, choć małe na to szanse? Zrobi to perfekcyjnie, nawet jeżeli miałby poświęcić na to pieprzone trzy dni praktycznie bez przerwy. Idealista i to jaki, wpadnie w szał, gdy tylko coś na jego oko spieprzy, a następnie zacznie od nowa dopiero gdy już ochłonie. Humor chłopaka to nic do ukrycia, charyzmy mu nie brak. Czy jest miły? Oczywiście! Oczywiste w tym także, że do chwili przekroczenia pewnej granicy, bowiem wtedy można napotkać Sergiego w zwykłej furii, której naprawdę nikt nie chciałby oglądać. Oczy ciemnieją, szczęka się zaciska, wyraz twarzy zdaje się być morderczym, a temperatura nagle wzrasta. Więc jeśli życie ci miłe, zwyczajnie uważaj na słowa.

Alergia: Na ludzi, a w prawdzie na dmuchawce.

Fobie: 
Akrofobia – lęk wysokości, mimo że twierdzi, iż to zbyt ,,babskie" oraz zwyczajnie do dupy. Latanie z nim samolotem to czysta komedia.
Ailurofobia – strach przed kotami. Może nie chodzi tu o panikę przy zdjęciu małego szkraba, ale nigdy, nigdy, niigdy nie podejdzie do jakiegokolwiek w strachu przed podrapaniem. Właśnie przez takie podrapanie na jego policzku wciąż widnieje mało widoczna blizna. Kocur nieźle się wbił.
Kymofobia - strach przed falami morskimi, co jest nawiązaniem do jego historii.

Rodzina:

Ojciec - nie do końca wzorowy, Nathanaël Léandre Fabron.
Matka - kobieta, z której przyszedł na świat, Odette Arielle Fabron.
Siostra - jego ukochana, mała siostrzyczka, Jade Aurelie Fabron.

Historia: 
Wbił do tego pełnego tajemnic świata jako rodowity francuz, dziewiątego listopada w jednym z lepszych paryskich szpitali. Dzieckiem był Nathanaëla oraz Odette Fabron, nieco wybuchowego duetu, który posiadał własne upadki oraz wzloty. Dzieci dla obu z nich to była, cóż, nie ich bajka. Kompletnie nie widzieli siebie w roli rodzica, nawet nie wiedzieli do końca jak nimi być. Na starcie założyli, iż spieprzą. Wpadka - zdarza się, choć dla nich przez chwilę wydawało się, że to niczym meteoryt spadający prosto na kulę ziemską - jednak druga pod rząd to wspaniały pokaz typowego ,,Gdy sądzisz, że jest już najgorzej...Będzie gorzej". Nie był specjalnie chciany, właściwie kompletnie nie, ale usunięty nie został to zawsze plus. Skoro dawali radę z jednym bachorem to jak nie mogliby dać rady z drugim? Pestka! No, nie do końca. Jego dzieciństwo nie było idealnym, kłótnie w domu były nieco - nawet nieco bardziej niż nieco - częstsze niżeli w zwyczajnym domu. Wybuchowość jego ojca w pewnym momencie doszła na taki poziom, iż jego płacząca - co zwyczajnym nie było - matka wykrzyczała do Nathanaëla, iż żałuje, że w ogóle dała mu szansę, jeżeli się faktycznie nie zmienił. A nawet jeśli zmienił. To gdzie, skoro znowu wracają do momentu, gdy jedyne co zyskiwali to było zranienie? Jednak teraz nie skupiało się ono wyłącznie na Odette, teraz dotykało również Nathana, który nie chciał być dawnym sobą oraz właśnie ze sobą musiał walczyć. Osoba, która kocha oraz której już nie satysfakcjonowało patrzenie na powolny upadek jego miłości przeciwko temu potworowi pełnemu sadyzmu oraz zajebiście dobrego krycia się. Szczerze? Serge całym sercem nie cierpiał wtedy ojca, a ich relacje zresztą naprawiać się musiały stopniowo przez następne lata, co nie zawsze było łatwe. Jednak już wtedy Nath doskonale kazał mu się nie wystawiać, nie wtrącać, być daleko od ich spraw. Sądził, że dzieci nie rozumieją, a rozumiały więcej niż mu się zdawało. Z czasem wszystko się uspokajało, ale sam Sergie nie do końca wiedział już jaki miał być. Niby z każdej strony mówili, iż bliskich się chroni, a za próbuje bronienia - niewiele dawały, lecz były - mogło mu się jedynie oberwać. Kolejnym co mu wpajali było wierzenie w siebie, a wtedy nam się poszczęści. Dążenie do tego, czego chcemy. Więc czemu, gdy jego marzenie o projektowaniu wyszło na jaw został zwykłym pośmiewiskiem czy dla innych kozłem ofiarnym. Doświadczył zwykłego niezrozumienia oraz braku sprawiedliwości, zaczął wątpić we wszystko co wcześniej było dla niego oczywiste. Tak też Serge stał się zamkniętym, nieśmiałym chłopcem. Z czasem nieco bardziej agresywnym, choć o tym dłużej można posłuchać przy historii talentu. Bo kto chciałby być przez innych uznawany za geja, odludka i cholera wie co jeszcze? Co stało się po drastycznym podjęciu decyzji walki? Początki były trudne, ale pierwszym co zrobił było uszycie paru projektów. Tych najlepszych, z których czuł się najbardziej usatysfakcjonowany. A potem przyszedł tak do szkoły ze szkicownikiem w dłoni, morderczym wyrazem twarzy obdarzony chwilę potem niezrozumieniem innych. Było wiele śmiechu, kpin, dokuczali mu jeszcze więcej niż wcześniej. Pierwszy raz komuś oddał, tym samym przy okazji łamiąc nos jakiemuś dzieciakowi, ale ten fakt zostawmy. Zapadła cisza. Taka cisza jakiej chyba jeszcze nigdy nie doświadczył z ich strony. Gdy reszta starała się go gasić ten ze spokojem powtarzał proste ,,Może jestem świrem, ale się tego nie wstydzę. Chociaż nie jestem na tyle normalny i zwyczajny jak część z was". Wyniośle, pewnie. Choć w środku wiele musiało się zmienić, a to zmieniało się powoli to z początku chociaż grał. Z czasem faktycznie zauważył, iż ta gra to już nawet nie gra. Był pewny siebie, a przy tym dumny jak paw. Ba, czasem wchodziło to aż na poziom ,,zbytniej dumy". Bo dawał radę oraz wzbudzał zainteresowanie, a wcześniejsze nabijanie się z niego w wielu przypadkach zmieniło się na intrygowanie się jego osobą oraz tym jak wyszedł z poza szereg. Rok później był już jedną z bardziej lubianych osób, choć wciąż zdarzali się ci,  którzy starali się mu coś zrobić. Teraz nie był już chociaż sam, nie bał się. Dorastał z trudnościami, ale stawiał się im z każdą chwilą coraz bardziej, każdą po kolei zwyciężając. Zdarzało się, że dla marzeń kończył w śmieciach - dosłownie -  a potem u dyrektora za pobicie, choć to wszystko przed Avirą. W jego życiu nie było nudno, ale również nie należał do osób, które potrzebowały spróbować wszystkiego. Po prostu chciał się bawić, byle nie spieprzyć sobie szansy na przyszłe lepsze życie. Jednak poza dzieciństwem w tym wszystkim odcisnął się na nim szczególny czas. Przez jakiś okres miał swoje pewnego rodzaju towarzystwo, takie kółeczko znajomych, z którymi to stale wychodził, zawsze siadali obok siebie. W sumie nic szczególnego, byli do siebie najzwyczajniej przyzwyczajeni, a nikt z nich nie chciał być sam czy z kimś kogo nie zna, bądź - w najgorszym przypadku - kogo nie lubi. Potem wszystko przyszło wręcz naturalnie, godzinne gry w butelkę sprawiły, że dowiedzieli się o sobie czasem aż zbyt wiele, wszystkie te żarty w ich gronie przeszły na teksty, które rozumieli tylko oni. Po prostu poczuli więź, a ta cała sympatia wkroczyła na nowy poziom. Poziom przyjaźni, której sam Serge w prawdzie do tamtej chwili nigdy nie zaznał. Poczuł się naprawdę szczęśliwy wraz z faktem tego jak bardzo wyluzowany oraz swobodny mógł przy nich być. No i wreszcie stał się czegoś częścią. Śmieszkowaty Achille, który zawsze miał plan na udupienie jakiegoś nauczyciela oraz odwalenie czegoś, najmłodsza i pomimo uroku najbardziej wredna oraz zboczona w towarzystwie Roseline oraz ,,jego" Muriel, zdaniem chłopaka dziewczyna anioł, która mimo normalnej dla siebie delikatności i spokoju, gdy trzeba było kogoś pogodzić czy - Ola Boga - skrzyczeć to włączał jej się diabeł, a nawet Rosie się przymykała. Taka czwóreczka, która mimo cech, gryzących się z innymi i tak idealnie się wpasowywali. Byli przy nim, gdy ojciec miał krótki okres alkoholizmu. Byli, gdy kiedy indziej ich potrzebował, a także byli gdy po prostu chciał, by byli. Przeżył z nimi niezapomniane chwile, a także znalazł swoje pierwsze zauroczenie, które trzymał przed resztą w tajemnicy, by nie zepsuć tego, co między nimi jest. Ale w końcu wyszło na jaw, przynajmniej przed Muriel, którą to właśnie pocałował. Zabawnym jest wręcz ile następnie rzucali sobie podtekstów, mający być pozornymi żartami czy także, iż reszta nigdy nie wiedziała do końca czy żartują czy nie. Strach dwójki zakrywali ich rozbawieniem. Niby nic do siebie takiego nie czuli oraz oboje często to powtarzali, ale z czasem coraz bardziej niepewnie. Nigdy jednak nie doszło do związku, dokładniej przez wydarzenie, które kompletnie rozbiło ten pomysł tydzień przed realizacją. Pewnego letniego dnia postanowili wyjechać gdzieś razem, mieć gdzieś konsekwencję oraz pobawić się w dorosłych. Ten jeden dzień oraz ,,Zajebiście" ze strony Serge'a to, coś czego żałować będzie prawdopodobnie do końca życia. Wsiedli w samochód ojca Fabrona, zabrali pieniądze, ubrania - warto wspomnieć, że Achille załatwił im również fałszywe dowody, ale skąd nie wiadomo do dziś - oraz inne najpotrzebniejsze rzeczy, a następnie wyjechali. Początkowo z brakiem pomysłu co, gdzie, jak, a jedyne co pewne to, że nie będzie to dłuższe niż trzy dni. Spanie w jednym aucie, jedzenie w najdziwniejszych knajpach jakie by znaleźli i zwiedzanie wszystkiego co się da. Zignorowali również fakt, że hej! Ich rodzice mają ochotę ich zabić, a matka Muriel w trakcie dostała zawału, o którym ta nie dowiedziała się poprzez ignorowanie ich telefonów. Było wiele śmiechu, wiele zajebiście klimatycznych chwil, gdy zdobywali się na większą szczerość, ale w końcu coś zniszczyło. Nie przyjaźń, choć na to też czas. Ta piękna chwila została zniszczona. Postanowili pojechać na kilkugodzinny rejs. Początkowo wszystko było naprawdę genialnie, przyśpiewki, jedzenie, opalanie się, nieco tej wody czy nawet udawanie kultowej sceny z Titanica. No, to wręcz zabawne, patrząc na to, co stało się parę godzin później. Dokładniej koło dwudziestej trzeciej. Rozpętała się okropna burza, sprawiająca, że cały wynajęty jacht - no, fakt, że dzieci mają rodziców bogaczy bardzo ułatwiał - zaczął się szamotać na wszystkie strony. Ci, którzy nie spali, a byli to wszyscy poza Rosie, która nie mogła zasnąć szybko się obudzili. Stukanie, szuranie, nawet krzyki. To, co zastali mocno ich zaniepokoił. Wielkie fale, problemy z wyprostowaniem jachtu oraz kontrolą nad nim. W końcu się stało, jacht zaczął się podtapiać, mimo wysłanej pomocy nikt jeszcze nie dojechał. Nastąpiła panika, strach. Wszyscy bali się o życia swoje oraz swoich przyjaciół. Ktoś czegoś do końca nie zawiązał, a Achille dostał rozpędzonym żaglem tak mocno, iż wpadł do wody. Rzeczy, które ze sobą mieli w większości zaginęły wśród głębi, bądź zostały kompletnie zniszczone. Lecz najstraszniejszym w tym było to, iż Achie, który w zeszłe lato był ratownikiem coraz dłużej się nie wynurzał. I zdradzić wam coś? Nie wynurzył się więcej. Co więcej, jego zwłok nie znaleziono do dnia dzisiejszego, choć śmierć chłopaka jest wręcz oczywista. Nastolatkowie łapali się czego tylko mogli, we wszystkim pomogły również kamizelki asekuracyjne, choć zimno morza szybko ich dopadło. Zakończyło się tragicznie w związku z osobą Achiego, jednak wszyscy wiedzieli, że mogło być o wiele lepiej. Najbardziej wstrząsnęło to chyba małą Rosaline, która brała chłopaka jak za własnego starszego brata, głównie przez znanie go od dzieciństwa oraz ich zżycie. Ponadto mała Rose trafiła szybko do szpitala, w stanie hipotermii umiarkowanej. Muriel przez długi czas nie mogła nic powiedzieć przez tak wielki szok oraz traumę na skutek tych wydarzeń. Jej spokój kompletnie gdzieś uciekł, a każdy kto zbliżyłby się za bardzo zostawał skrzyczany, odepchnięty czy nawet ugryziony. Jedynie gdy była spokojna to, gdy zamyślona wpatrywała się w ściany czy spała. Choć przy drugim również właściwie nie było za dobrze wraz z koszmarami, które nękały każdego z nich. Rodzice jednoznacznie oburzeni całą tą akcją oraz tym jak się skończyła kompletnie zakazała w większej części nie spotykać się z resztą. Muriel w poszukiwaniu spełnienia marzeń oraz ucieczki od tego piekielnego Paryża wyleciała do Ameryki, ostatni raz żegnając się z Sergem zwykłym ,,Nie wiem co czułam, ale już tego nie ma. I choć wciąż chcę dla ciebie jak najlepiej radzę Ci o mnie nawet nie myśleć. Nie jestem tą samą Murie co wcześniej, a ty nie jesteś tym samym Sergim. Już nigdy nie będziemy tymi samymi ludźmi". A potem z dnia na dzień znikła, pozostawiając po sobie dziurę. Lecz może lepiej nazwać to zwykłym powiększenie tej dziury, którą już wcześniej w sobie mieli. Co za to z Rosaline? Aktualnie w stałym kontakcie z psychologiem, z nadzwyczajnie przebojowej nadzwyczajnie złamana. Pokruszona wręcz. Bez ,,swoich ludzi" czy ,,swoich żartów", bez osoby, którą brała od zawsze za najbliższą jej rodzinę. Zatrzaśnięta w pułapce własnej osoby oraz rodziców, którzy sprawiali, iż jej piekło sprawiało jej tylko więcej bólu. I tu skończyła się zabawa, przyjaźń, zauroczenie czy coś więcej. Tu skończyła się ich historia.

Historia talentu:
Nie każdy rozumie, dlaczego akurat to. Dobra, tu trzeba reszcie wybaczyć, sam Fabron do końca nie wie dlaczego. Jednak wie, że od zawsze z podziwem patrzył na te powabne stroje, co przez rówieśników było ,,dziewczęce". Sam w to przecież wierzył, a wszystkie te kpiny sprawiały, że złościł się, będąc zażenowanym tym, co już wtedy pokochał. Chciał to rzucić, nie wyszło. Wrócił więc do ukrytych szkiców oraz ukrytych marzeń, o tym by potrafił pokazywać innym z dumą co stworzył. Nie miał takich opcji, stąd też czasem tylko pokazywał poszczególne prace siostrze, może ewentualnie mamie. Żałował braku wielu możliwości w kierunku tego, żałować również tego, iż gdy nieco dorósł szybko okrzyknięto go gejem, świrem, człowiekiem bez życia oraz pedałem, gnębiąc przy każdej okazji. Nie sądził, że tak będzie. Przecież zmienił szkołę, miało być lepiej. Jednak szkicownik w jego dłoniach wcale niczego nie zmienił. Zaczął nienawidzić tego wszystkiego. Robił się coraz bardziej agresywny w stosunku do innych. Choć dotknięciem jego rzeczy - głównie przez wielokrotne niszczenie jego projektów - potrafił wywołać wichurę. Zamykał się w sobie, niczym taki mały, jeszcze niedoceniony artysta. Co więc skłoniło go do tak radykalnej zmiany? Jedna osoba, lubiany przez niego projektant, który akurat odwiedzał miasto chłopaka. Spotkanie było przypadkowe, lecz gdy roztrzepany wzór usłyszał nieśmiałe ,,też staram się projektować" od razu zabrał go do jakiejś kawiarenki, by zamienić z nim chociaż chwilę póki miał w ogóle czas. Jedno spotkanie, a jednak gwałtownie wstrząsnęło Sergem, który nauczył się, iż nie warto patrzeć na innych. Że nie tylko on brany był za świrusa. Że świat stoi dla niego otworem, ale to on musi postanowić czy chce w ogóle walczyć.

Wygląd: 
Serge to - trudno ukrywać - dla wielu zwyczajnie cholernie pociągający mężczyzna. Nieco lokowana nieogarnięta, choć urokliwa szopa na głowie, genialnie zarysowana szczęka czy ciemne, pełne emocji oczy, w które można spoglądać wyłącznie by go przejrzeć, bowiem często nic innego nie okaże jego prawdziwego wnętrza. Dodać do tego niemal zawsze ogarnięty wygląd, ubrania dopięte na ostatni guzik oraz jego ładnie zbudowaną, umięśnioną sylwetkę i mamy idealny wzór na chłopaka, do którego można sobie wzdychać. Francuz z uwielbieniem do płaszczy, garniturów oraz długo wymieniać by co jeszcze, ale to w tym można zauważyć go najczęściej. Ewentualnie w luźnych, ale schludnych koszulach, do których również pała sympatią. Poza tym dokładnie na osiemnaste uroczy zamierza zrobić sobie tatuaż, choć póki co może wystarczać mu tylko piercing w uszach, który ma już od roku oraz który naprawdę lubi.

Wzrost: 187

Ciekawostki: 
- W dzieciństwie grał na pianinie
- Potrafi nieźle tańczyć, czego można by się spodziewać po rodzicach, którzy oboje tańczą
- Ojciec nauczył go jeździć na motorze, co robi najczęściej w gorsze dni. Tak, aby uciec od całej tej rzeczywistości. Gorzej tylko było, gdy skończył przez tę całą złość i adrenalinę ze złamaną ręką czy nogą
- Nie przepada za słodkim jedzeniem, zdecydowanie woli ostre czy słone
- Choć gdy na nie patrzy to się załamuje wciąż trzyma w szafce w swoim domu swoje pierwsze projekty
- Niestety nałogowo pali od koło dwóch lat
- Jego włosy są jak chmurka, trudno nie uwielbiać
- Zdarzało mu się pod wpływem impulsu kompletnie kogoś zjechać








Znalezione obrazy dla zapytania young johnny deppZnalezione obrazy dla zapytania young johnny deppZnalezione obrazy dla zapytania johnny depp youngZnalezione obrazy dla zapytania young johnny deppZnalezione obrazy dla zapytania johnny depp at 17Znalezione obrazy dla zapytania johnny depp w wieku 16 lat

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz