Imię i nazwisko: Clarissa Sherman
Pseudonim: Clarisse, Clare, najczęściej Clarie
Wiek: 17 lat
Klasa: II
Data urodzenia: 14 września
Talent: Scenopisarstwo
Orientacja seksualna: Heteroseksualna
Status związku: Stety czy niestety, choć same dziewczę niewiele i tak nie narzeka - wolna
Charakter:
Młoda Sherman to białowłose nader-ciekawe widmo. Ten typ człowieka, który mimo że jest i teoretycznie wszyscy o tym wiedzą to rzadko ktoś sobie o tym przypomina. Pochowana w tłumach na korytarzach szkolnych, z głową w chmurach oraz książce w dłoni. W oczach wielu - szarata, aspołeczna oraz dwulicowa świruska. W prawdzie zainteresowana wszystkim i wszystkimi wokół niej, jednakże nigdy nie wychodząca poza sferę bezpiecznego dla niej cienia. Zazwyczaj przyglądając się innym, oceniając ich kroczek po kroku oraz analizując mimikę czy ton głosu. W głowie posiada notatki o każdym z kim rozmawia. O jej osobie wiedza zdobywana bywa częściej od kogoś, niżeli faktycznie z własnego doświadczenia. Plotki, domysły, a czasem celowe oszczerstwa w jej stronę przez kogo innego. Stąd dla wielu ludzi rozmowa z nią jest wielkim szokiem, bowiem Clarie to wbrew pozorom łagodna, sympatyczna oraz miła dziewczyna. Nie przypomina kogoś kto byłby jakiś odrzucający, nienormalny, może dwulicowy - cytując słowa niektórych. Faktycznie cicha, faktycznie również nieco wycofana, lecz nikt na starcie nie podejrzewałby u tej dziewczyny, choć grama wredoty. Jeśli dobierze się odpowiedni temat dziewczyna potrafi zasypać innych inteligentnymi odpowiedziami, może z gramem poczucia humoru, którego nie bywa mimo to pewna. Spokojnie oraz naturalnie wręcz prowadząc rozmowę. Jednakże tylko przy konkretnych dziedzinach. Z tym też wiążą się następne pytania, a dokładniej dlaczego praktycznie cały czas jest sama. To ona odtrąca od siebie ludzi czy to oni odtrącają dziewczynę? Czy może te maleństwo posiada jakiś sekret, odstraszający potencjalnych towarzyszów? Na te pytanie nie potrafiłaby odpowiedzieć nawet sama Sherman. Czasem twierdzi, iż zwyczajnie jest do dupy w relacjach międzyludzkich. Zakochana w literaturze, wyżeraniu pianek - które na jej nieszczęście i tak jej nie tuczą oraz jest to chyba jedyne co zostało po jej bracie na stałe - oraz pisaniu. Nieco urażona uprzedzeniami w jej stronę oraz czasem zwyczajnie potrzebująca nieco miłości czy nawet uwagi, choć jest zbyt nieśmiała, by o taką ubiegać czy w ogóle przyznać przed własną osobą, iż jej chce. Tu akurat ukazuje się jej pawia duma, bo żeby nie móc przyznać czegoś nawet przy sobie jest talentem. Są momenty, gdy szczerze chciałaby mieć w kogo się wczepić, kogoś kto wyciągnął by ją czasem z pokoju czy który zwyczajnie, by ją lubił, a ta raz na te tysiąc lat świetlnych mogła się poczuć w stu procentach akceptowana oraz swobodna przy człowieku. Jeśli jej serce złapało by kogoś na choć cieniutką linkę, nie puściło by, będąc lojalnym oraz oddanym do końca. Ufa wcale, mało, bądź bezgranicznie, pomimo rzadkości ostatniego zjawiska. Clare to osoba, często pojawiająca się w dyskusjach innych, gdy zejdzie już na temat tego, co rok temu rozpętało w Avirze czyste piekło. A dokładniej ,,Anonimowy kącik", czyli pozornie zwyczajny blog. Lecz tylko pozornie, patrząc na jego treści często mącące w relacjach wielu, wielu uczniów. Clarissa to główna podejrzana, za to oficjalnie winny nie jest nikt oraz każdy może być tym winnym, co wcale jej nie pomaga. Bo kto chciałby rozmawiać z kimś, kto paroma kliknięciami mógłby wyjawić szkole jego małe, żenujące sekreciki?
Alergia: W kierunku poliestru, niemiłosiernie drażniący jej skórę. Ta za to musi uważać co nosi, by przypadkiem nie dostać jakiejś denerwującej wysypki, a przy tym jakiejś cholernej nerwicy od ciągłych prób powstrzymania drapania.
Fobie:
Tomofobia - strach przed zabiegami, operacjami chirurgicznymi. Nigdy nie dałaby się uśpić czy - zwłaszcza - pokroić w takiej nieświadomości. Nie darzy lekarzy zaufaniem, więc opcja aż takiej bezbronności to nie jest jej największe marzenie.
Katsaridafobia - strach przed karaluchami, dlaczego? Nigdy tego nie wiedziała, po prostu. Małe potwory, które potrafią sprowadzić ją przedwcześnie na drugą stronę świata już od dzieciństwa.
Czy to tutaj powinno się wypisać fobię społeczną, z którą mimo to coraz skuteczniej walczy?
Czy to tutaj powinno się wypisać fobię społeczną, z którą mimo to coraz skuteczniej walczy?
Rodzina:
Mama - Alicia Sherman.
Tata - Roger Sherman.
Młodszy brat - Jeremy Sherman.
Historia:
Pewnego późnego, jeszcze letniego wieczora, dokładniej czternastego września w szpitalu w okolicy Maidstone panował niesamowity chaos. Byli ci, którzy krzyczeli, jak tutejsze pielęgniarki szpitalne oraz wiele zirytowanych pacjentów. Ci którzy płakali z bólu, niczym Alicia Sherman, a także ci, którzy byli...cóż, jak Roger Sherman, którego tutejsza recepcjonistka gdyby tylko mogła przedziurawiłaby długopisem, bo aż takiego panikarza to ona w życiu nie poznała. Taki czarujący facet! Jeśli rozumie się ironię. Nic dziwnego, gdy mężczyzna wykrzykując coś na wszystkie strony niczym baba wbiegł na teren szpitalny z brzemienną na rękach, wzbudzając sensację. Musiał zapewnić, aby i jego żona, i jego nadchodzące z przytupem dziecko miało w tej chwili jak najlepiej. Po prostu czuł, iż to jego obowiązek.
Ciąża trwała naprawdę długo, bowiem ponad dobę, a przy tym parę razy doszło do naprawdę ciężkich momentów, jednakże w końcu z powodzeniem na świat przyszła malutka Clarissa Sherman. Dosłownie, lekarze dziwili się, iż mimo porodu w terminie była takim szkrabem. Dzieciństwo małej Clarie było kolorowe, wbrew pozorom przepełnione wrażeniami. Zajmowała się głównie podróżowaniem wraz z rodzicami. Raz do Francji, innego razu do Egiptu, Meksyku, Stanów czy Wenecji. Pomimo młodego wieku zapamiętywała każdy ich wyjazd w dużej skali, do dziś wspominając poszczególne miejsca czy poznanych gdzieś ludzi, bowiem dość szybko zaznajomiła się z innymi kulturami...oraz tym, że białowłose dziecko gdziekolwiek by było i tak będzie brane za niesamowite. Rzadziej nienaturalne czy nawet diabelskie - czemu? W to lepiej nie wnikać. Onieśmielało ją to niesamowicie, jednak starała się to ignorować jak polecała jej mama. A potem nagle przestali wyjeżdżać, a dziewczynka wreszcie do końca zaznajomiła się z domem. Od tak, pewnego dnia bez uprzedzenia to wszystko zniknęło. Jednak dlaczego dowiedziała się dopiero za parę miesięcy. Powodem był nowy członek jej rodziny, nieznany im jeszcze Jeremy Sherman. Początkowo niczym taki aniołek, choć z cyklicznie pojawiającymi się różkami, głównie przy jego atakach złości oraz niewyjaśnionego płaczu. Sama Clarie pokochała go normalnie od pierwszego wejrzenia, ignorując te ,,Czemu on wygląda jak chomik?" przy wejściu do sali.
Młodszy braciszek to pomimo tych wszystkich durnych kłótni, sprzeczek, bijatyk oraz Bóg wie czego jeszcze to dla Clare wciąż był cud w tamtej rodzince. Wreszcie miała stałego towarzysza, który nie zniknie przy wyjeździe. A kto inny znałby się z nią tak dobrze jak on, gdy wystarczyło im spojrzenie, aby dowiedzieć się czego chcą. Czy też wystarczył krótki bełkot ze strony ich ,,sekretnego kodu", by ustalić sobie cały plan działania zniszczenia świata. To znaczy, korekta, podręczenia nieco rodziców. Skasujmy na chwilę ostatnią część tamtego zdania. Rozrabiali albo razem, albo wcale, bawili się w kucharzy, którzy specjalizują się w zupach z piasku oraz ropuch - kto co woli - czy też wspinali się na drzewa, ucząc się próbami błędów jak spaść tak, aby przypadkiem się nie zabić. Przy większych kłótniach rodziców, które i tak były rzadkością dwójka ta chowała się w miejscu za pralką, traktowane niczym własny schron, czysto wręcz hejtując słowa starszych. Mieli momenty głupawek wywołanych zbyt dużą ilością wspólnego spędzania czasu jak przy wojnach na pianki, podduszaniem się okrutnymi oraz jakże strasznymi szmatkami z kuchni ich matki czy jak nawet grę w krzyżyk i kółko potrafili przemienić w wojnę
Dzieciństwo - najlepsze okres w życiu oraz coś, czego nawet nie potrafiłaby żałować, pomimo wielu trudności młodszego wieku. Czasem każdego jednak bolą te wspomnienia, wiedząc jak szybko odchodzi wieczna beztroska oraz niewinność ich własnej osoby. A w tym właśnie momencie jednocześnie wchodzi się w tę cholerną szarość zwaną rzeczywistością. Ani ona, ani Jeremy jej nie polubili.
Dlaczego do cholery wszystko musi się wtedy komplikować? Dlaczego nawet anioły bywają ranione oraz obrywane ze skrzydeł? Mały chłopiec, a przy tym jej własny brat wraz z taką rezygnacją oraz zmęczeniem wymalowanym na twarzy coraz częściej w dodatku kompletnego braku wiary, co było przeciwieństwem jego sprzed tego wszystkiego to, coś na co nie potrafiła patrzeć. Nie wierzył, że przeżyje. Ale szczerze? Nikt nie potrafił wtedy szczerze powiedzieć czy wierzyli w jego uleczenie. Przecież to tylko dziecko. Jakim trzeba być skrzywdzonym na psychice, by zgotować mu taki los? Dnia, którego usłyszała ,,Nie wiemy ile mu zostało, lecz nie jest to wiele, a szansę na poprawę marne" przestała czuć więź, którą czuła od zawsze w stronę Boga. Poczuła się wyprana. Po prostu wyprana oraz zobojętniała, każda modlitwa wydawałaby się już wtedy nic nie wartym zlepkiem słów, stworzonych przez naiwnych, łatwowiernych idiotów.
Czy Jeremy żyje? Tak. Jeszcze, aż, nawet - kto jak woli to nazwać. Jednak nie uważane jest to za pocieszenie. Rodzina zbyt wiele nasłuchała się o przyszłej śmierci tego dzieciaka, by teraz spokojnie żyć oraz korzystać z czasu z nim, gdy za parę chwil mogłoby go już nie być, bo przecież z dnia na dzień jest gorzej oraz gorzej. Bali się tego podmuchu wiatru, który upatrzył sobie ich Jeremy'ego. Do dziś boją się, że ten sam im go zabierze, zostawiając ich wszystkich narażonych na pioruny oraz deszcz. Już bez tego co tak szczelnie trzymało ich razem. Bez wiary, bez szczęścia, z pustką, już bez niego.
Wygląd:
Clarisse posiada bajkowy wygląd, który przysparza wielu skojarzenia jej z porcelanową laleczką. Pewnego rodzaju niewinny, ogromnie uroczy, a w tym naprawdę delikatny. Jasna skóra, która wygląda na kompletnie nie skażoną, przyozdobioną również rumieńcami, tu, czy ówdzie, nie mogąc zapomnieć o towarzyszących cerze piegach w fazie większych nasłonecznień. Ostatnie wśród wymienionych za to od zawsze były dla Clarie niczym wrogowie, ponieważ zamiast w czymś pomóc tylko dodają jej tej dziecięcej aury, której naprawdę jej już nie potrzeba. Oczy w kolorze podobnym do ciemniejszego lazurytu otoczone zbyt jasnymi rzęsami, zazwyczaj za to zatuszowanymi. Błyszczące zainteresowaniem w stronę piękna świata wokół niej. A włosy? Wielce wyróżniający się element tej osoby, to dokładnie on kumuluję w sobie tę całą magię. Średnio długie oraz naturalnie białe z normalnymi dla tego odcienia włosów szarawymi pasemkami. Nigdy się nie kręcące, bowiem po prostu nigdy tego nie robiły, ponadto cienkie i mało podatne na lokowanie ich. Żyją własnym prawem, rozwalając się przy pierwszej lepszej okazji. Więc wszystko co pozornie piękne nie oznacza ,,idealne". Clarie rozpuszcza je, bądź w akcie irytacji upina w i tak niesforny kok. Gdyby skupić się na figurze tego ,,elfa" część przymiotników byłoby synonimami ,,chuda". Drobna, malutka, nie duża. Nie jest ona chuda, a szczupła, co jest w praktyce dużą różnicą. Klątwę tę - bo tak nazywa swój jej zdaniem zbyt szybki metabolizm - zawdzięcza genom. Calutka jest przez to niczym papier na wietrze, uwzględniając w to również jej wzrost, małe dłonie, małe stopy, budowa ciała podobnie. Krótko mówiąc - wszystko małe, a niektórzy boją się wręcz, że mogłaby poruszyć im się w ramionach. Jedynym co ją wtedy ratuje to ładne, dość duże wcięcie w talii oraz kształtny, nie tak mały tyłek. Piersi nie są duże, choć o takich by marzyła, lecz nie oznacza to iż jest deską. Cóż zrobić, nic na to nie poradzi jedząc i tak wiele, a tyjąc niemal tyle co nic. Co z ubiorem czy makijażem tej osóbki? Zatuszowane rzęsy to rutyna, jak coś ją strzeli to doda do tego wyłącznie puder. Kolor na ustach uzyskuje przez różne nawilżacze. Widziana często w przydługich, puszystych swetrach. Rzadziej sukienkach w różnych odcieniach kremowego, białego, niebieskiego bądź różu, jeśli uda jej się zdobyć odwagę na włożenie którejś.
Wzrost: 154, tak, Clarie jest kruszynką.
Ciekawostki:
- Pachnie kokosem mieszanym ze słodką wanilią
- Nie cierpi pory letniej, wszak jej skóra jest wtedy narażona na wszelkie większe ilości promieni słonecznych, a te nakładane tony kremów z filtrami, prawie że nie skutkują
- Swojego czasu wielką sympatią darzyła łyżwiarstwo figurowe, co nie jest raczej dziwne w związku z faktem, iż jeździ dobre parę lat. Szczerze nie raz chciałaby rozwijać się w tym kierunku, lecz jest to mało możliwe przez zwykły strach Clare przed byciem ciągle nie wystarczająco dobrą
- Słowo ,,kocham" kieruje najczęściej w stronę szarlotki, zwłaszcza z lodami. Sama pyszność!
- W samotności nie raz śpiewa czy też nuci sobie coś pod nosem
- Literatura wchłonęła w jej życie, na tyle iż stawianie sobie różnych wyzwań związanych z książkami to dla niej sama przyjemność
- Często wgłębia się w tematy mitologiczne, starożytne oraz prehistoryczne wraz z dodatkiem czasów koło drugiej wojny światowe. Każdy ma własne zainteresowania, czyż nie?
- Kto sądzi iż teksty typu ,,Czy ty coś w ogóle jesz?" czy chociażby ,,Jesteś lekka jak piórko!" poprawiają jej samoocenę jak większości kobiet na tym świecie ostro się myli. Wszystkie tym podobne włączają jej kompleksy oraz rozmyślenia o tym dlaczego nie może być po prostu przy normalnej wadze. Przez to również nie cierpi prób podnoszenia jej. Nie dość, że to ją krępuje to jest dla Clarie zwyczajnie...mało do pomyślenia. W końcu od lat nie jest już dzieckiem, a jej wzrost i tak tego nie zmienia
- Nie cierpi pory letniej, wszak jej skóra jest wtedy narażona na wszelkie większe ilości promieni słonecznych, a te nakładane tony kremów z filtrami, prawie że nie skutkują
- Swojego czasu wielką sympatią darzyła łyżwiarstwo figurowe, co nie jest raczej dziwne w związku z faktem, iż jeździ dobre parę lat. Szczerze nie raz chciałaby rozwijać się w tym kierunku, lecz jest to mało możliwe przez zwykły strach Clare przed byciem ciągle nie wystarczająco dobrą
- Słowo ,,kocham" kieruje najczęściej w stronę szarlotki, zwłaszcza z lodami. Sama pyszność!
- W samotności nie raz śpiewa czy też nuci sobie coś pod nosem
- Literatura wchłonęła w jej życie, na tyle iż stawianie sobie różnych wyzwań związanych z książkami to dla niej sama przyjemność
- Często wgłębia się w tematy mitologiczne, starożytne oraz prehistoryczne wraz z dodatkiem czasów koło drugiej wojny światowe. Każdy ma własne zainteresowania, czyż nie?
- Kto sądzi iż teksty typu ,,Czy ty coś w ogóle jesz?" czy chociażby ,,Jesteś lekka jak piórko!" poprawiają jej samoocenę jak większości kobiet na tym świecie ostro się myli. Wszystkie tym podobne włączają jej kompleksy oraz rozmyślenia o tym dlaczego nie może być po prostu przy normalnej wadze. Przez to również nie cierpi prób podnoszenia jej. Nie dość, że to ją krępuje to jest dla Clarie zwyczajnie...mało do pomyślenia. W końcu od lat nie jest już dzieckiem, a jej wzrost i tak tego nie zmienia







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz