Allison Ramírez-Alvarez

Imię i nazwisko: Allison Ramírez-Alvarez
Pseudonim: Allie
Wiek: 17 lat
Klasa: III (ponieważ poszła do szkoły rok wcześniej)
Data urodzenia: 16 października
Talent: Pisarstwo
Orientacja seksualna: W pełni biseksualna
Status związku: Wolna jak ten ptaszek

Charakter: 
Ludzkie kolory. Nie w tym najbardziej dosłownych znaczeniu, lecz wręcz przeciwnie. Nieco metaforycznym. To coś, co sprawia, iż jesteśmy od siebie inni, choć czasem aż nazbyt podobni. Coś będące odzwierciedleniem naszych charakterów - posiada plusy oraz minusy - a także pokazuje słabości w kontraście do silnych stron. Są ludzie szarzy - pełni rutyn, powolnego ruszania się do celu, spokoju, a często i nudy. Choć wraz z małymi szansami na zranienie oraz ból tracą tak wiele, że część mogłaby sobie tego nawet nie wyobrażać. Są jaskrawi wręcz - zbyt ryzykowni, instynktowni, pełni gwałtownych emocji, które potrafią rozszarpywać ich od środka. Wiele zyskują, ale tracą nawet wiele przez parę nieprzemyślanych chwil. Są nieco ciemniejsi od reszty - pobłądzili wśród własnej osoby, świata, nie do końca zrozumiani nawet przez własną osobę. Są także neutralni wręcz - przystosowujący się do tego, co trzeba, choć z problemami do wyrażania własnego zdania czy o nie walczenia. A nawet ludzie, którzy świecą wręcz, intrygując wszystkich wokół oraz pozostawiając wraz z sobą pewnego rodzaju dobrą energię. A panienka Ramírez-Alvarez to idealny przykład mieszaniny wszystkiego tego, która razem stwarza bombę, zwyczajnie odliczającą do wybuchu. Jej charakter to dla wielu sprawa skomplikowana. Ba. dla niej jest nie lepiej. Choć to ona zna najlepiej ciernie własnej osoby, których najzwyczajniej się boi. Często odsuwająca się w kąt, zamknięta we własnych przemyśleniach. Nie raz czuje się niepotrzebna, wyodrębniona czy niechciana, więc sama ,,ułatwia" innym odejście coraz większym dystansem, bądź nieco bardziej gwałtownymi decyzjami. Potem żałuje, gdy wie, że pewnych relacji już nie naprawi, samej siebie zresztą również. A Allie ma to do siebie, iż dla niej jest niczym roztrzaskana porcelana. Gdy wpadnie w złość potrafi rozwalić cały swój pokój w furii, a następnie uciec. Biegnąc ile sił w nogach w pogoni za chwilą ulgi, spokoju, choć i tak jedyne przed czym chce uciec to sama ona. Lecz nie potrafi, to niemożliwe. Zaciekawiona całym światem, pędzi by go poznawać, a potem się zatrzymuje. W kółko to samo. Własne życie przeżyć chce pełnym wspomnień, by w chwili śmierci potrafiła uśmiechnąć się słabo oraz stwierdzić, że mimo upadku kiedyś się wznosiła. Wie jakie skutki mają jej czyny, lecz nie powstrzyma jej nikt inny, niż jej sama. Jeśli się uprze jest niesamowicie wręcz uparta. Ucząca się na własnych błędach, by czasem niczym taka masochistka spróbować tej dawki bólu oraz zrozumieć dlaczego nie powinna była tego robić. Jednak są i błędy, które powtarza raz za razem. Jeśli nie jest tą cichą wersją siebie, a przebojową często widać ją z prowokującym wręcz, zbyt pewnym siebie uśmieszkiem, który ma mylić ludzi wokół niej. Czasem także dezorientować. Po babci zostało w niej parę, żelaznych zasad. Pierwsza, nie pokazuj innym tego, czego sama nie chcesz by widzieli. Druga, nie ważne co się dzieje, nie płacz, ponieważ z każdą łzą stajesz się słabsza oraz coraz bardziej śmieszna dla losu. Nic dziwnego, że przez siebie Allison jest uważana za skruszoną wręcz. Trzecia, nie możesz być dobra, a masz być najlepsza. Czwarta, nie ważne czy przegrałaś, masz być brana za wygraną. Oraz Piąta, jeśli masz żyć niczym śmieć oraz nikt to nie masz po co żyć. Bo przecież byt na tym świecie staje się wtedy tyle wart co twoja osoba.

Alergia: Na migdały.

Fobie: 
Hemofobia - lęk przed widokiem krwi, która nie dość, iż przeraża to kompletnie obrzydza.
Rodentofobia - lęk przed gryzoniami. Nawet z nimi tam do niej nie podchodź, bo zejdzie.
Demonofobia – strach przed demonami, choć tyczy się to nie tylko ich, a również wszystkiego co poza ziemskie. Dlaczego? Bowiem sama wciąż pewna jest iż szafy nie otwierają się same, szepty z jej dzieciństwa nie były wytworem jej wyobraźni, a ona nie zamierza się w to mieszać.

Rodzina:

Biologiczna matka - Aurora Accola-Valledis.
Biologiczny ojciec - Diego Rodriguez-Montoya, nie żyje.
Biologiczna babcia - Bianca Montoya-Armenta.
Matka adopcyjna - Sofía Alvarez-Escalante, nie żyje.
Ojciec adopcyjny - Federico Ramírez-Galarza.
Najstarszy brat adopcyjny - Isaac Ramírez-Alvarez.
Nieco młodszy od Isaaca, choć starszy od niej brat adopcyjny - Jordan Ramírez-Alvarez .
Kuzynka, choć nie biologiczna - Katherine Murray.

Historia:  
Funkcja osóbki Allie w tym znanym na cały świat ,,domu talentów" niektórym wydaje się wręcz oczywista. Jedni patrzą na nią pryzmatem Jordana, który znany jest tam jako jej brat - choć w prawdzie nie biologiczny - co nie jest zaskakujące, bowiem trudno nie znać tutaj chłopaka. Chyba iż jest się świeżakiem. Dwumetrowy wielkolud, który pomimo sympatii do większości, dużego dystansu oraz jeszcze większego humoru potrafił zabić za złe słowa o Allison, złe traktowanie dziewczyny czy nawet samo zbliżanie się do niej. Cóż, tak też można. Drudzy widzą ją jako jedną z najlepszych pisarek szkoły, często widywana na konkursach, a także równie często podawana jako przykład ogarniętej, (choć tu ma w sobie nieco do życzenia) uzdolnionej uczennicy, okrzykiwana tak głównie przez nauczycieli, z którymi zresztą w większej części potrafi złapać kontakt. Dla jeszcze innych Allie to osoba pokręcona, popieprzona wręcz momentami. Niestabilna, nienormalna, dziwna. Pełna niezrozumianych przez resztę skrawków, jakby bez logiki, choć trudno jest złożyć układankę tylko z paroma, najbardziej oczywistymi oraz łatwymi do ogarnięcia puzzlami, prawda? A za każdą z tych pogłosek kryje się osobna sprawa, bardziej prawdziwa czy mniej prawdziwa. Mniej czy bardziej nawiązująca do historii Allison. A historię tę zamierzam wam właśnie przedstawić. Kroczek po kroczku.
  Zaczęło się od narodzin, dość oczywista rzecz. Dnia szesnastego października, którego sama Allison nie cierpi. Pojawiła się jako pierwsze, swoją drogą ostatnie dziecko młodego małżeństwa Aurory Accola-Valledis oraz Diego Rodriguez-Montoya jako Alyssa Lora - nie Allison - Rodriguez-Accola. Przydługie, ale typowo hiszpańskie. Od początku raczej niczego jej nie brakowało, głównie poprzez stabilne, dobrze płatne prace rodziców. Miała więc wspaniały dom, tonę zabawek oraz kochające otoczenie, swoich pierwszych ,,przyjaciół". Do pewnej chwili, bowiem ktoś na górze stwierdził, że beztroskie lata dziewczynki nie będą trwały za długo. Faktycznie nie trwały. Wszystko zniszczyło się wraz z bankructwem oraz następnym upadkiem firmy Diego, przy czym stracił bardzo, ale to naprawdę bardzo wiele. Wielu mogłoby zastanawiać jak wstrząsnąć mogło to pięciolatką poza oczywistym stresem w domu, a także nagłej stracie niektórych komfortów. W końcu dzieci żyją własnym życiem, pełnym koloru, kucyków pony oraz innych gówien. Problemem okazał się niby niewinny alkohol, coraz częściej pojawiający się w dłoniach jej ojca. Mimo to, był to szczyt góry lodowej, a jak każdy wie bywają one szerokie i grube poza widocznym lądem także daleko pod wodą. Diego zaczął bywać coraz bardziej gniewny, burzliwy oraz opryskliwy w stronę rodziny. Obrażał niczemu winną Aurorę, gdy ta starała się zabrać mu alkohol, krzyczał, wyzywał od nienormalnych czy nawet w nią czymś rzucał. Nigdy nie mógłby przyznać, że jego ,,nic" przeszło na ,,coś", a z dnia na dzień był gorzej. Szczerze miał ochotę zniknąć, ale się bał. Miał ochotę, by wszyscy się od niego wreszcie odczepili. Któregoś dnia ją uderzył, Aurorę, a cała ta sytuacja, którą kobieta starała się zataić przed własną osobą wyciekła. Wyprowadziła się, biorąc ze sobą dziecko, a za jakiś czas do Diego przyszedł pocztą wniosek o rozwód. Błagał, by go nie zostawiała. Tak lamentował, iż jedynym co mu w życiu przynosiło, choć skrawek radości to mała Alyssa oraz jego żona. Starali się coś naprawić, choć za same próby wrócenia do niego Aurora dostała ostro po głowie. Ostatecznie się rozstali, gdy próby nie przyniosły skutku. Mała Ally kompletnie straciła ojca - choć właściwie można stwierdzić, iż stało się to wcześniej, bo dłuższy czas nie czuła do niego już niczego ciepłego. Przestała mu ufać - zostając z mamą po wygranej rozprawie. Nie było łatwe, wychowanie dziecka, rachunki, praca oraz czas dla siebie nieco się kłóciły. Pomagać starał się każdy, przyjaciele Aurory, których pamięta jako ciotki oraz wujków czy rodzina, która z nią pozostała. Zwłaszcza podejrzanie wręcz przemiła babcia ze strony Diego, która bezpośrednio zażądała widywania swojej jedynej wnuczki.  Bianca chciała być idealną babcią, która nauczyłaby ją wręcz wszystkiego, była wzorem oraz wprowadziła ją w świat dorosłości. Sama oczywiście w przekonaniu, iż Aurora nie dałaby rady tego zrobić. To było dosyć...zabawne wraz z tym jak krytykowała osobę Accola-Valledis od dnia ślubu z jej synem, a teraz nagle zaczęła być sympatyczna. Zmieniła się? Tak sądzili, ale była to kwestia paru tygodni, by wszystko wróciło do starego ,,ładu". Mijały miesiące, a wszystko szło coraz lepiej. Aurora dostała awans, kupiła nieco większe mieszkanie bliżej jej pracy, a Alyssa była zwyczajnie bezproblemowym dzieckiem. Nieco posypało się, gdy na świat wyszedł fakt śmierci Diego, który - świadomie, bądź nie, a obie opcje są możliwe - zmarł poprzez zmieszanie narkotyków z alkoholem. Może już z nim nie była, ale Aurora poczuła wtedy mocny ścisk w sercu oraz kolejną stratę. Tylko wtedy nie miała nawet opcji rozmowy z nim, chyba że z jego grobem. Minęło sporo czasu, Alyssa bez ojca była już trzeci rok, hasała w przedszkolu, rozrabiała czy rozmawiała z jej babcią, która raz za razem starała się nastawić ją przeciwko mamie. Wytykała każdy błąd, bądź nawet zmyślała. W pewnym momencie Aurora się zdenerwowała, zakazała jej kontaktu z dzieckiem oraz skrzyczała za to wszystko co robiła czy mówiła. To było jak strzał w serce babci, a ta poczuła się urażona, lecz była zdeterminowana, by mieć kontakt z wnuczką. Wiele razy nachodziła młodą matkę wmawiając jej złe macierzyństwo, brak kultury czy cokolwiek co mogłoby ją zgnębić, a przy tym namawiała do oddania jej opieki nad maleństwem, choć Aurora była zwyczajnie nieugięta. A mała Alyssa była po prostu szczęśliwa, choć brakowało jej taty i to nie raz. Czuła się chciana, kochana, sama również nie chciała dodawać mamie problemów. Rozwijała się, uczyła, wychodziła z przyjaciółkami, ba, nawet umawiała się z chłopakami! Co jest zabawne, bo miała tylko siedem lat.
  Postanowiła zmienić taktykę. Zajęła się planowaniem, na ile planować może zdesperowana staruszka. Aż w końcu wymyśliła. Było to ryzykowne, jednak mogło wypalić. Zgłosiła problem z Aurorą. Podała wyszukane w internecie objawy wskazujące na jej używanie narkotyków. To nie była prawda, ale co mogła zrobić kobieta, gdy nieświadomie ją następnie naćpano, a po domu rozłożono małe paczuszki dragów. Momentalnie całą tą sprawą zajęła się ochrona społeczna, szkoła, praca, a także policja. Kolejny raz wydawało się, że straciła wszystko. W tym małą Alyssę, która po długich walkach o nią przeszła do władań babci. Smutna, odcięta od starego środowiska, z nową szkołą oraz zagubieniem. Dlaczego raz po razie zabierano jej rodzinę? Co ona w tym wszystkim zrobiła? Czy to przez nią? Nie można nazwać ją szczęśliwą, w tym okresie swojego życia była zamknięta. Z otwartej, żywiołowej dziewczynki zmieniła się w cichą, odsuniętą myszkę pogrążoną w rysunkach, które za każdym razem pokazywały co byłoby gdyby rodzice byli z nią. Ich wspólne szczęście. Dyktatura wręcz Bianci była raniąca, za każdym razem czuła jakby nic nie potrafiła. Ba, sama to słyszała dokładnie z ust starszej. Że jest leniwa, bez planów, chora, jak jej matka. Tylko ostatnie zazwyczaj by ją cieszyło, choć kobieta mówiła to niczym obraza. Wciąż wpajała zasady. W jej życiu nie mogą pojawiać się błędy, ma być idealna, uczyć się idealnie, zadawać z idealnymi ludźmi, równie idealnie wyglądać. Zawsze i wszędzie. Brakowało jej tych wszystkich zabaw, które teraz były ,,nieprzyzwoite oraz bezsensowne". Była pierwszą osobą, która uniosła na nią rękę. To nawet nie był jej ojciec, a babcia. Krzyczała coś wtedy, że wstydzi się, że faktycznie wzięła ją pod własne skrzydła, nie zostawiając samą na ulicy. Czasy te trwały prawie trzy lata. Prawie. Co się następnie zmieniło? Opiekun.
  Bianca była obserwowana i pomimo tego swojego uśmiechu do wszystkich oraz pseudo-szczerości dość szybko zauważono, iż coś jest nie tak. Które dziecko tak bardzo boi się własnej babci? Wizyty opieki społecznej były coraz rzadziej, ale zaczęły stawać się częstsze, gdy jedna z nauczycielek zgłosiła swój niepokój co do ich sytuacji domowej. Wtedy nic się nie stało, niby było wszystko poprawne, dopięte na ostatni guzik. Ale następnie posypały się kolejne skargi w chwili zagłębienia się w nowe rysunki Ally. Już nie tylko co do rodziców. Potem na jaw wyszło wyżywanie się, akty przemocy fizyczne oraz psychicznej i choroba babci, która nie była przedtem nawet podejrzewana. Ostatecznie stwierdzono, iż babcia potrzebuje pomocy, a Ally innej opieki.
  Tym razem trafiła do domu dziecka. Wzięło to za jakiś znak Boży, jeśli Bóg w ogóle istnieje, a takie rozmyślania nie są raczej dla osób w jej wieku. Czym jednak był ten znak Boży? Stwierdzeniem za pewnie, iż jest beznadziejna, nikt nie potrafi z nią wytrzymać, a ona może teraz tylko zginąć jako bezdomna. Blanca często również opowiadała jej o opiece społecznej, czymś co udaje miłych, a w prawdzie jest potworami. Za to również ich brała. Zabrali mamę, zabrali babcię - choć tu pod pewnym względem miała nieco lepiej, ale i tak bycie samym jest raniące. Zabrali całe szczęście jakie miała, wszystko na czym jej jeszcze zależało. A nawet jej nie tłumaczyli co dokładnie się działo, dlaczego. Pamięta rozmowy z ,,miłą panią" jak ją nazywano, której osobiście nie cierpiała, choć bywała u niej na dość częstych wizytach. Kazała jej być szczerą, rozmawiać, wygadywać się. Ale ona jej nie znała, nie chciała poznawać, a co dopiero się przed nią odkrywać. Brali ją za świruskę, bo już wtedy gdy coś było dla niej nie wygodne znikała, uciekała, płakała czy udawała, że to się nie stało. Czasem mówiła ,,Nie jestem Alyssa, a Nube" oznaczające ,,chmurę" po hiszpańsku, gdy słowo te bardzo jej się spodobało. Zdecydowanie bardziej niż Alyssa, Alyssa to nielubiana wariatka, która nic nie umie, Nube to ktoś, kto potrafi wszystko jeśli tylko zechce. Sposób chociaż udawania, że to wszystko się nie dzieje. Nie była tam niesamowicie długo, parę, a może paręnaście. W tym wszystkim było to najkrótsze.
  A potem czekała ją kolejna zmiana, jakby życie nie miało jeszcze dość. Adopcja przez rodzinę Ramírez-Alvarez. Jednak oprócz nazwiska nie tylko to się zmieniło. Od teraz Alyssa, była Allison. A dokładniej Allison Ramírez-Alvarez. Bała się ich wszystkich z początku, była naprawdę nieśmiała, zagubiona. Nie potrafiła prosić, odmawiać, jej odpowiedzi były kiwnięciami. Z czasem powoli się ociepliło, bowiem Sofia oraz Federico z całej siły starali się zapewnić jej nowy, lepszy dom. Jordan z radością nazywał ją swoją nową, małą siostrzyczką oraz nie raz proponował zabawę, a ona była wciąż zbyt skrępowana, by faktycznie się bawić. Nowa rodzinka, nowe otoczenie, nawet miasto inne, a przy tym wszystkim imię oraz nazwisko. Nie tego jej brakowało, ale teraz wie, iż na nikogo lepszego trafić nie mogła. Pokochała ich wszystkich. Isaac mimo początkowego dokuczania jej czy drażnienia się z nią po tym jak zobaczył jej łzy oraz usłyszał o niej nieco więcej od rodziców obiecał sobie, że da jej w sobie wsparcie. Na nowo zaczęła się uśmiechać, nieco więcej mówić. Z czasem po domu zaczął rozbrzmiewać jej śmiech, widać było biegnące nóżki czy piski, a czasem płacz, gdy znowu się gdzieś wywaliła. Długo zajęło jej nazwanie Isaaca oraz Jordana braćmi, zwłaszcza iż to z Jordanem początkowo szybciej oraz łatwiej złapała kontakt, ale o wiele szybciej niż Fede oraz Sofię rodzicami. Po prostu rodzicami zawsze dla niej byli Diego oraz Aurora, czemu teraz coś się zmieniło? Ich brała nieco bardziej jak kolejnego wujka oraz ciocię. Pierwszy raz, gdy ich tak nazwała był w szpitalu. Brzmiało to jak ,,Tato, co się dzieje z mamą?". Ciche, znowu nieśmiałe, niepewne, drżące przez cichy płacz małej Allie. Nie odpowiedział, choć słabo się do niej uśmiechnął. Był to dzień śmierci Sofii. Allison gorzko śmieje się często, iż świat po prostu chciał, by nikomu nie ufała. By każdy powoli odchodził. Tak też stało się z jej nową mamą, która umarła wskutek ataku niedźwiedzia oraz dużej utraty krwi. Ból i choć ktoś mógłby stwierdzić, że po takiej ilości strat powinna być na niego odporna to może powinna. Ale nigdy nie była, nigdy zapewne również nie będzie. Jeszcze bardziej zbliżyła się do Federico, osoby, którą aktualnie bez problemu może nazwać tatą. Bracia stali się większym wsparciem, a przy tym przyjaciółmi. Jej własnymi ochroniarzami, najlepszymi pocieszycielami oraz głupimi klaunami, a także poduszkami do wypłakania się oraz wyżalenia. Ewentualnie uderzenia, zdarzało się i tak. Pod pewnym względem poczuła się wtedy czegoś częścią, ale wciąż boi się stracenia ich jak cholera. Bowiem nauczyła się głównie jednego. Nigdy nie można być pewnym co będzie dalej. Przeżyła bunty, odkrywanie siebie. Nauczyła się jak co robić, czego nie robić. Czy chociażby tego, że jej zdanie też się liczy. A ona z czasem trzymała się go niezmiennie. Czasem reagowała na coś zbyt ostro, ale zdążyła zauważyć zasadę tego świata. Albo zabijasz, albo zostajesz zabijanym. Albo walczysz, albo przegrywasz.
   Do Aviry przyszła za wcześnie, głównie przez to, iż i w szkole była rok wyżej. Taki jeszcze mały szkrab, który musiał zmierzyć się z Los Angeles, marzeniami, rozłąką z Fede, choć nie tak długą jak z jej prawdziwym ojcem. Pierwszy rok dziewczyny nie sprawił, że jakoś się wyróżniła. Była cicha, skryta, a jedyne co wszystkich dziwiło to to jak szybko potrafiła wybuchnąć gniewem. Nieco po zaczęciu się jej drugiej klasy nagle stała się dość przebojowa. Miła, pewniejsza siebie, z większą samooceną łatwo żartująca. Taka inna. Choć i tak mało kto widział aż taką zmianę, bo mało kto ją w prawdzie kojarzył. Ale ludzie powoli zaczynali ją lubić. Potem nastąpiła inna faza. Allison stała się jeszcze bardziej pewniejsza, z większą samooceną, stała się prawie że narcystyczna, szczyciła się większym drażnieniem innych, większą sukowatością. Bo to nie była zwykła wredota, u niej wchodziło to na poziom sukowatości. Zaczęła być jeszcze bardziej kojarzona, chociaż nie zawsze dobrze. Niektórzy ja podziwiali, niektórzy szczerze mieli ochotę przedziurawić, no, ewentualnie przelecieć. Sam Jordan miał ochotę ją momentami zabić, za te ucieczki, za które miała przewalone u Joela na następny dzień, na wychodzenie samej na imprezy oraz fałszowanie dowodu, picie czy spotykanie się z ludźmi nie zbyt przyjaznymi oraz odpowiednimi dla jego małej Allie. Przesadzała, upierała się, iż musi zaznać życia, reszta ją nie obchodzi oraz jeśli chce dla niej dobrze to niech przestanie aż tak reagować. Czuła się dumniejsza, od niektórych lepsza na czym się parę razy przejechała. O Jezusie, wytrzymać z nią to tylko najdzielniejsi. Był również kolejny okres jej żałowania, nieco bycia cichą, irytacji wszystkim, ale mniejszej oraz zwykłego zmęczenia. Uwagą, konsekwencjami, złością innych. Ponownie odpychała od siebie każdego blisko niej. Miała dość leków, miała dość psychologa i psychiatry, a także ogólnie ludzi.
  Sama Allison aktualnie może nazwać swoją osobę czystą wręcz karuzelą. Nawet jeśli wygląda bezpiecznie to taka nie jest, w każdej chwili coś się może stać. Raz staje, raz porusza się zbyt szybko. Nie daje nikomu spoczynku, w tym jej. Bez odpowiedniej pomocy, co u niej jest lekami wszystko wychodzi spod kontroli. Nie ufa sobie, bo wie, że może coś odwalić oraz stracić wszystkich wokół niej. Jak takich pasażerów, którzy już zdecydowali się przejechać. Karuzela. Może kolorowa i świecąca, ale ciemna i pełna skomplikowanych mechanizmów w środku. Może kusi, ale potrafi zabić. Pełna błędów już przy podstawach oraz nie tylko.
  Czy teraz już rozumiecie? Bo choć Allison Ramírez-Alvarez zrozumieć nie łatwo, wszystko ma swoje powody. Tylko nawet sama ona nie do końca wie jakie.

Wygląd: 
Allie - choć nie zawsze jako Allie - to śliczna niemal od zawsze zazwyczaj nieco piegowata przez słońce brunetka z ciemnymi błyszczącymi oczkami, dołkowatym uśmiechem, ciemnymi brwiami, zgrabnym, małym nosem, a także dużymi, pełnymi oraz różowymi ustami, na których uwielbia testować różne kolory szminek czy coraz to nowsze balsamy. Jeśli chodzi o samą twarz jest właściwie zadowolona, choć zapewne jak każda kobieta ma chwile, gdy za cholerę jej się nie podoba. Dziewczę w dzieciństwie kojarzone było właściwie z żyrafą. No, może żyrafką. Głównie przez fakt, iż zawsze nie ważne jak bardzo, by chciała była o połowę głowy wyższa od chłopaków, a od dziewczynek to już w ogóle. Dlatego też jeśli szukała towarzystwa to przy starszych, by nie czuć się niekomfortowo. Fakt jej wzrostu skutecznie również zakorzenił w niej kompleks. Chciała być filigranowa oraz malutka, a zamiast tego była wysoka i choć szczupła to przy innych niczym wielkolud. Trwało to zresztą dość długo, bo mimo zmniejszania się różnicy między nią, a innymi ta wciąż czuła się ze sobą źle, a przynajmniej pod tym względem. W końcu przestała rosnąć, a rok po roku rówieśnicy coraz bardziej ją przewyższali. Fakt faktem nie wszyscy, bo są i tacy, którzy byli krasnalami i nimi są, ale chociaż część trochę podrosła. Naiwnym byłoby jednak sądzenie, że Allie nagle pokocha te swoje 171 centymetrów, bo nie. Może nie była już palmą, a częściej brana była za średnią, niżeli faktycznie wysoką, ale ta i tak doczepiła się wzrostu na amen. Jak była młodsza zdarzało się jej nawet mówić, że jak podrośnie to je sobie operacyjnie skróci, choć były to bujdy, bo zwyczajnie by się bała. Jeżeli chodzi za to o figurę Allison to posiada ona plusy i minusy. Faktycznie, ma te swoje imponująco duże piersi oraz dość wąską talię, a tyłek małym nie jest. Ale trzeba też zwrócić uwagę na to, że przecież wraz z tym idą jej zdaniem zbyt grube nogi, rozstępy, które robią z niej tygrysa oraz parę innych niedoskonałości. Stąd też Allie pała relacją ,,love-hate" nawet do własnego wyglądu.

Wzrost: 171

Ciekawostki: 
- Uwielbia gorącą czekoladę - nie kakao, to różnica!
- Początkowo jej hiszpański akcent był naprawdę bardzo słyszalny, a sam angielski nieco kulał. Mimo to przy trzecim już roku w akademii akcent jest o wiele bardziej amerykański, choć z krztą hiszpańskiego, a także nieco bardziej doszlifowany
- Posiada zdiagnozowaną chorobę afektywną dwubiegunową oraz regularnie zażywa przez to psychotropy
- Dość dobrze rysuje w kierunku realizmu, choć nie jest to poziom profesjonalistki. Głównie przez to, że przecież przed jej pierwszymi umiejętnościami pisarskimi potrafiła głównie rysować, co zdarzało się jej robić dniami. I to również tam wnosiła własne historyjki
- Pomimo długiego czasu, gdy musiała się przenieść z Alyssy na Allison szczerze bardziej utożsamia się z drugą wersją, która kojarzy jej się z nowością oraz odejściem od przeszłości. Nie żeby od niej kiedykolwiek odchodziła, lecz nad tym jeszcze pracuje
- Nie raz łapią ją przerażająco trafne przeczucia
- Rok w rok wyjeżdża od paru lat z Federico oraz braćmi na narty, zawsze w inne miejsce, bo w Hiszpanii nie trudno zaprzeczyć, iż za bardzo to oni sobie nie pojeżdżą. Taki zazwyczaj niby to zwykły tydzień, a odpręża jak cholera, choć jazda dziewczyny mimo dobrej techniki nie jest za bezpieczna czy wolna



Znalezione obrazy dla zapytania kristen hancher instagram 2018

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz